Ile trwa terapia?
Od kilku tygodni/miesięcy do nawet kilku lat. Czas trwania terapii zależy przede wszystkim od celów obieranych na początku przez klienta i psychoterapeutę. Niekiedy celem jest poradzenie sobie z przejściowym kryzysem, innym razem gruntowne poznanie i przebudowa osobowości.
Dlaczego tak długo?
Wzorce myślenia i postępowania, które leżą u podstaw naszych życiowych trudności, kształtują się zwykle latami. Można znać lub zgadywać przyczyny swojego dyskomfortu, ale trwała zmiana wymaga konsekwentnych ćwiczeń. Najczęściej trafiając do gabinetu widzimy jedynie ten przysłowiowy czubek góry lodowej i dopiero z czasem nabieramy jasności.
Warto tyle czekać?
Bardzo często dużo czasu zajmuje nam już samo rozpoznanie tego, że z czymś sobie nie radzimy i podjęcie decyzji o poszukaniu pomocy. Perspektywa dwóch lub więcej lat terapii może onieśmielać, jest to jednak czas zainwestowany. Ilu niewidomych wahałoby się przed poświęceniem pięciu lat leczenia, by przez kolejne kilkadziesiąt cieszyć się zdrowym wzrokiem?
Co to jest psychoterapia psychodynamiczna?
W moim rozumieniu podejście psychodynamiczne zakłada, że każdy z nas już od okresu płodowego rozwija się w relacji do innych ludzi. To właśnie znaczące relacje kształtują naszą osobowość i nadają życiu pewien smak. Większość osób decydujących się na sesję psychoterapii ma zwykle wiele do powiedzenia o problemach w relacji z kimś bliskim.

Terapia psychodynamiczna polega na budowaniu autentycznej, ale ustrukturyzowanej więzi między klientem a terapeutą. Obserwując to, jak ta relacja się kształtuje i co obie strony w nią wnoszą, można rozpoznać i zmienić utrwalone wzorce myślenia i zachowania. W psychoterapii psychodynamicznej kluczowe znaczenie ma to, co nieświadome, bo właśnie nieświadome uczucia, wspomnienia i wyobrażenia tworzą objawy.

Psychoterapia psychodynamiczna nadaje się do leczenia większości zaburzeń, takich jak: zaburzenia lękowe (nerwica), zaburzenia nastroju (m.in. depresja), zaburzenia odżywiania, zaburzenia osobowości także te z pogranicza psychozy.

Terapia psychoanalityczna?
Psychoanaliza to jedna z orientacji teoretycznych w psychologii i psychoterapii. W telegraficznym skrócie wynika z niej, że chociaż generalnie znamy siebie i mamy wgląd we własne życie wewnętrzne, to istnieją takie obszary psychiki, które po prostu nam umykają. Nie mamy pojęcia, dlaczego notorycznie robimy coś, albo czujemy się w dany sposób. Dostęp do tych nieświadomych, często kluczowych dla samopoznania treści możliwy jest m. in. na drodze psychoterapii, analizy snów czy arteterapii (rysowanie mandali, tworzenie narracji, psychodrama, etc.).
Co to jest przeniesienie?
To zjawisko występujące między innymi podczas psychoterapii, ale też w innych poza-terapeutycznych relacjach. Polega na tym, że w trakcie trwania terapii pacjent „przenosi” reakcję emocjonalną i wyobrażeniową na terapeutę. Innymi słowy zaczyna traktować terapeutę podobnie do osób z własnej przeszłości: podobnie do matki, ojca, rodzeństwa lub innych znaczących osób, z trudem dostrzegając, że psychoterapeuta jest kimś innym.
Na przykład ktoś postrzega psychoterapeutę jako osobę zimną, zamkniętą w sobie oraz nadmiernie kontrolującą i w efekcie złości się na niego. W toku terapii okazuje się, że taką osobą była matka pacjenta, a terapeuta stał się obiektem przeniesienia.
Praca psychoterapeutyczna polega również na tym, aby rozpoznać przeniesienie, dzięki czemu możemy widzieć drugą osobę taką, jaka ona faktycznie jest – zdecydowanie bardziej realnie. Przeniesienie jest źródłem niezrozumienia i cierpienia w wielu relacjach.
Pacjenci, którzy skorzystali z psychoterapii mówią, że dzięki rozpoznaniu przeniesienia pogodzili się ze swoimi bliskimi, nie złoszczą się już na nich i potrafili przebaczyć wyrządzone im krzywdy. Relacje z innymi ludźmi stały się dużo bardziej satysfakcjonujące i pełne zaufania, ponieważ nie przenoszą już na nich tak dużo emocji, które czuli do osób z przeszłości.
Dlaczego psychoterapeuta dużo milczy w czasie sesji i nie odpowiada na pytania o swoje życie osobiste?
Pacjenci często się złoszczą i frustrują z powodu tej zasady. Podczas sesji psychoterapii padają pytania: „Czy ma pani dzieci?”, „Czy pani także ma takie doświadczenia?” Dlaczego z reguły nie odpowiadam na nie?
Ma to między innymi związek z przeniesieniem. Aby stało się ono jak najbardziej wyraźne i widoczne podczas trwania psychoterapii potrzebne jest to, by psychoterapeuta nie zdradzał się ze swoim osobistym życiem. W takiej sytuacji można z większą jasnością zaobserwować, co do relacji z psychoterapeutą wnosi ze swojej przeszłości sam pacjent.
Sesja psychoterapeutyczna w moim rozumieniu jest przede wszystkim spotkaniem pacjenta z samym sobą. Obecność doświadczonego i wykwalifikowanego psychoterapeuty jest konieczna dla umożliwienia i pokierowania tego spotkania, jednak zwierzenia na temat osobistego życia terapeuty mogą jedynie zakłócić proces.
W psychoterapii nie ma jednej drogi dochodzenia do siebie, do równowagi i zdrowia. Zasady prowadzenia psychoterapii są zawsze rozpatrywane indywidualnie i sytuacyjnie. Przechodzi się także przez różne fazy procesu terapeutycznego. W fazie, w której przeniesienie się kształtuje i może się jak najwyraźniej zaznaczyć, informacje na temat osobistego życia psychoterapeuty są opóźniające i szkodliwe dla procesu.
Co mam właściwie mówić lub robić na sesji?
Wiele osób zastanawia się nad tym, jak zachować się w gabinecie. O czym mówić, o czym i jak nie wypada lub szkoda czasu. To całkiem naturalne – boimy się konfrontacji z tematami, które są dla nas przykre i reakcji drugiej osoby. W miarę pogłębiania się zaufania i oswojenia się z terapią coraz częściej sami wiemy, czym chcemy się zająć na sesji.
Kiedy zauważę efekty?
To pytanie pada często, nieraz już w trakcie trwania terapii. Można czuć frustrację w związku z tym, że wkładając w terapię wysiłek nie dostrzega się od razu spektakularnej poprawy (niekiedy efekty odczuwa się już po kilku sesjach, ale nie jest to reguła). Psychoterapia nie jest działaniem chirurgicznym ale organicznym. Zmieniamy się stopniowo i ślady tych przeobrażeń przeważnie nam umykają. Czy możemy z dokładnością ustalić, kiedy dziecko nauczyło się mówić? Powtarza wyrazy, zaczyna budować zdania i pewnego dnia stwierdzamy z zaskoczeniem: gada.
Czy to prawda, że początki terapii są trudne?
Jedna z ulubionych formuł psychologów: to zależy. Niektórym wejście w tryb pracy terapeutycznej przychodzi względnie naturalnie, od innych wymaga to więcej wysiłku i czasu na przystosowanie się. Czasem już na samym początku terapii zajmujemy się z emocjami i wydarzeniami, które stały się przyczyną cierpienia, co naturalnie nie jest proste ani przyjemne. Nasuwa mi się skojarzenie o odkażaniu i opatrywaniu rany – jest to drażniący początek zdrowienia, później robi się łatwiej.
Boję się, że terapia mnie zmieni, że nie będę już sobą.
Niektórzy obawiają się tego, że psychoterapia zadziała jak indoktrynacja lub „pranie mózgu”, wprowadzając niepożądane zmiany w ich osobowość i światopogląd. Nie można zdymisjonować takiej obawy jako urojonej i irracjonalnej, bo przecież na co dzień wpływamy wzajemnie na własne myśli i uczucia. Osoby, które nas dobrze znają, mogą wywierać na nas silny wpływ. Czy psychoterapeuci są inni? Prywatnie nie, ale w relacji z pacjentem terapeuta działa jak lustro, pomagające dostrzec własne oblicze. To, aby lustro było gładkie i przejrzyste, jest częścią pracy psychoterapeuty i przedmiotem wieloletniego szkolenia. Ostatecznie jednak chodzi o zaufanie, które jak w każdej relacji międzyludzkiej jest kwestią decyzji.
Dlaczego tworzymy związki, które sprawiają nam cierpienie? Czyli rzecz o koluzji.
Ludzie łączą się w pary nie tylko dlatego, że podejmują świadomą decyzję, ale też z bardzo nieświadomych powodów. Często odczuwają niezrozumiałe przyciąganie i pokrewieństwo, które nieraz wynika z podobieństwa partnera/partnerki do znaczących osób z przeszłości. Na przykład córka matki bardzo kontrolującej i zaborczej będzie szukać nieświadomie kogoś bardzo podobnego do matki. Naturalnie wejdzie w związek, w którym będzie czuła się kontrolowana i pozbawiona wpływu na własne życie. Partner będzie występował roli kontrolującej matki, a ona pozostanie bezwolna, dzięki czemu będą się w tym będą się w tym układzie dopełniać. Z trudem mu będzie rezygnować ze znanej roli, więc ona wciąż będzie czuła się tak samo. Wówczas trudno pomyśleć o relacji w jakiś inny sposób, niż ten już znany. Takie wzajemne uwikłanie się partnerów nazywa się koluzją – czyli nieświadomym wyborem partnera podobnego do kogoś z przeszłości i dopełnianiem się z nim/nią we wzajemnych brakach tak, że pozostają w błędnym kole relacji. Dlaczego tak się dzieje? Panicznie boimy się nieznanego. Chociaż nowe mogłoby być dla nas lepsze i bardziej przystosowawcze, wolimy często to, co już znane, nawet jeśli przynosi nam cierpienie.
Z jednej strony mamy obrazy z przeszłości, które przesłaniają nam rzeczywistość, z drugiej zaś tendencję do powtarzania doświadczeń. W jednym i drugim przypadku nie możemy się spotkać z bogactwem możliwości, jakie dostarcza bycie w zdrowej relacji, ale też nie dostrzegamy rzeczywistości i cierpimy.
Dlaczego potrzebna jest stałość czasu i miejsca w terapii?
Psychoterapia to proces podobny w pewnym sensie do przyjmowania lekarstwa; tak jak lekarstwo trzeba ją przyjmować o stałej porze. Rytm buduje bezpieczeństwo i zaufanie, które jest niezbędne do głębokiej pracy nad sobą.
Co niszczy relacje z bliskimi i jak je naprawić? Dlaczego w psychoterapii zajmujemy się również przeszłością?
Niszczące dla naszych relacji są wyobrażenia na temat innych osób, które zbudowaliśmy w przeszłości. W przeszłości tworzą się wzorce relacji, które wciąż odtwarzamy w naszych aktualnych związkach z ludźmi. Nasze wyobrażenia na temat świata, siebie i innych ludzi powstały w przeszłości, ale nie pozwalają dostrzegać tego, co jest teraz. Przykład: ojciec pacjentki pił, był mężczyzną słabym i uległym, przez co taki obraz pacjentka nosi w sobie i z trudem będzie dostrzegała w mężczyznach coś innego niż słabość, uległość i skłonność do ucieczki w nałóg. Nawet, jeśli spotykani mężczyźni znacząco różnią się od tego obrazu, pacjentka myśli „faceci już tacy są” i nie dość, że nie będzie w stanie dostrzec innych cech w partnerze, to będzie wręcz utwierdzać go w takim przekonaniu o sobie. Dlatego celem psychoterapii indywidualnej, także tej skierowanej do pacjentów z syndromem DDA, jest rozpoznanie tych wzorców i wyobrażeń z przeszłości, po to by móc poza nie wykroczyć i cieszyć się teraźniejszością.
Jak sobie poradzić z lękiem i fobią?
Nie ma jednej dobrej odpowiedzi na to pytanie. Na pewno znaczenie ma to, z jakim lękiem mamy do czynienia? Jak długo zmagamy się już z tym lękiem? Czy jest to lęk, czy fobia? Czy wystąpienie tego lęku było poprzedzone jakimś ważnym wydarzeniem?
Lęk jest reakcją na to, czego nie znamy, podczas gdy fobia jest reakcją na coś znanego i konkretnego, podobnie jak strach. Lęk jest reakcja na coś nieuświadomionego. Można powiedzieć, że boimy się cieni. To, czego naprawdę się boimy, rzuca cień, my zaś w konsekwencji boimy się tego cienia. Praca psychoterapeutyczna polegałaby na zobaczeniu przedmiotu rzucającego cień.
Na przykład pewna pacjentka obawiała spędzenia nocy poza domem. W toku terapii okazało się, że obawia się polegać na innych, bo od wczesnego dzieciństwa matka uczyła ją nieufności do świata i do wszystkich ludzi spoza domu, a także regularnie przekraczała jej granice.
Pacjenci zgłaszają się z bardzo różnymi lękami. To, z czym przychodzą, jest często przysłowiowym czubkiem góry lodowej. Jak głęboko osadzony jest właściwy problem, okazuje się dopiero w toku terapii.
Jak zatem radzić sobie z lękiem i fobią? Czasem nasze naturalne sposoby radzenia sobie wystarczają, jednak czasem potrzebna jest pomoc psychoterapeuty.
Co to jest projekcja?
Projekcja to zjawisko występujące w relacjach międzyludzkich, ale systematycznie i z uwagą zajmujemy się nim w psychoterapii. Projekcja polega na przypisywaniu komuś własnych nieakceptowanych, nieuświadomionych cech, emocji, zachowań i impulsów.

Aby zobrazować mechanizm projekcji przytoczę przykład z praktyki psychoterapeutycznej. Mężczyzna oskarżający innych mężczyzn ze swojego otoczenia o wrogość, złośliwość i zawiść sam żywi wobec nich takie uczucia, ale tak bardzo obawia się to w sobie zobaczyć i rozpoznać, że niejako rzutuje, projektuje je na innych. Nieadekwatnie przypisuje innym własne stany psychiczne, a tym samym naraża się na nieprzyjemne reakcje i staje się właściwe ofiarą własnej agresywności. Droga, która pozwoliłaby mu być bardziej szczęśliwym i czerpać więcej satysfakcji z relacji z mężczyznami prowadziłaby przez dostrzeżenie przyczyn własnych niechcianych emocji i zaakceptowanie ich. Ten mężczyzna bardzo silnie złościł się w przeszłości na swojego ojca, ale nie czuł się na tyle bezpiecznie w relacji z nim, by mógł wobec niego tę wściekłość wyrażać. Dlatego też złość, agresja i frustracja usunęły się w cień, stały się czymś niewidocznym i niebezpiecznym. Pacjent zaczął je postrzegać jako emocje pochodzące z zewnątrz, a nie jako swoją własną, ukrytą agresywność.

W toku terapii był gotów uznać swoją złość jako naturalną emocję pojawiającą się w różnych sytuacjach, a jego relacje z mężczyznami znacznie się poprawiły.

Jak wymazać traumatyczne wspomnienia?
Na to pytanie również nie ma jednej dobrej odpowiedzi. Praca z traumą jest wieloetapowa, przypominająca pracę z żałobą, ponieważ trauma to zazwyczaj ogromna utrata m.in. bezpieczeństwa, zaufania i poczucia własnej wartości, utrzymująca się przez wiele lat. Trwałe poradzenie sobie z traumą wymaga odpowiedniej strategii. Jak z każdą raną: kiedy ją w niewłaściwy sposób opatrzymy, jątrzy się i ropieje, ciągle o sobie przypominając. Kiedy w odpowiedni sposób się nią zajmiemy, można ją oczyścić i odkazić, co na początku przeważnie bardzo boli, ale z czasem zaczyna się goić.

Psychoterapia to oczyszczanie psychicznych ran i przyjrzenie się jeszcze raz temu, co w przeszłości było trudne, ale teraz na nowy sposób i z innej perspektywy: często już jako dorośli i razem z drugim człowiekiem. Możliwość wypowiedzenia i ekspresji dawno skrywanych emocji, na które przez długi czas nie było miejsca, jest sama w sobie lecząca. To, że można je wyrazić – wykrzyczeć, opłakać i spotkać się z nimi w bezpiecznych warunkach gabinetu w obecności kogoś, kto ma do nich dystans, a zarazem jest w stanie je współprzeżywać, pozwala oczyścić psychiczne rany i postąpić naprzód z przemianą swojego życia.